niedziela, 26 lutego 2017

Zbite lustro

Jakiś czas temu pomyślałam, że nie mam już specjalnie o czym pisać. Generalnie większość blogów załatwia sprawy około sprzętowe, czy szkoleniowe. Później narodziła się myśl, że wszyscy zajmują się psami, ich dobrostanem, opowiadaniem co i jak trzeba robić by mieć sukcesy w treningach, o porażkach w tychże także. A co mnie tak naprawdę interesuje w całej tej psiej sferze?
Odpowiedź jest zaskakująca. JA

Zdecydowanie tą historią nie chciałam się dzielić, ale żeby ta opowieść miała zakorzenienie i autentyczność, trochę muszę.
Kiedy pojawił się w moim domu i życiu Hix byłam sama. Sama jako Ja. I działo się tak do końca tego lata. Pojawił się ktoś, Janek. Ryszawy nigdy nie znał takiej relacji domowej, że w domu może być ktoś jeszcze, że można z kimś jeszcze wchodzić w interakcje, że ktoś ze mną wchodzi relację. 
Przez czas tego krótkiego związku mogłam obserwować jak zmienia się Hix. Jak próbuje przekierować moją uwagę na niego. Jak buduje się więź między nim a Jankiem. Jak to im bajecznie łatwo wychodzi, być ze sobą, bawić się, reagować na siebie. Nie powiem, że nie było to dla mnie zaskakujące, czasem jakoś rozczarowujące. Tyle pracy włożyłam w to, żeby Hix chciał mnie widzieć, żebyśmy tworzyli zespół. A tu proszę, Janek dostał to wszystko w prezencie prawie, że powitalnym. Gdzie tu sprawiedliwość?!
Tu kończy się ta historia, bo skończył się związek.

Zdarzało się Wam zastanawiać gdzie zaczyna się i kończy wasz Pies, jego charakter, to jak się zachowuje, jak postrzega Świat? Chyba każdy z nas już zdołał powiedzieć „on taki jest, taki ma charakter”. Kontekst zdania nie jest istotny. 
Czy próbowaliście kiedyś przeanalizować cechy charakteru swojego psa, jego reakcje i porównać je ze swoimi? Jasne powiecie, "jaki Pan taki pies", to wiadomo od dawna. 
Tylko czy on by chciał być taki jakim go stwarzamy? 

By historia była pełna musimy wrócić do momentu gdzie ją urwałam. Koniec związku okazał się dla mnie trudny. Emocjonalnie, społecznie, jak tego nie nazwiemy. Hix w tym wszystkim okazał się być najczulszym strażnikiem mnie samej. Nie podejrzewałam, że może być wobec mnie taki opiekuńczy. Nasza relacja nie należy do najłatwiejszych. W jakimś sensie jesteśmy zbyt podobni by móc się uzupełniać. No właśnie, zbyt podobni. Teraz wygrzebując się z emocjonalnego rollecostera na tapetę wzięłam właśnie siebie, to jak reaguję, jak radzę sobie z problemami. Wyszło mi na to, że jestem rozumem a nie sercem i to wszystko co mnie spotyka poddaje analizie, przerabiam problemy na wszystkie sposoby by je zrozumieć. A uczucia zakopuje. 
I gdy do tego doszłam. To postanowiłam zakopać choć na chwilę to co ja myślę i zobaczyć co czuję. Do czego jeszcze nie doszłam. Ale za to doszłam do tego, że to wszystko co tak bardzo mnie wkurwia w Hixie to są te emocje. Ta czysta ich postać, z którymi może sobie też nie radzić. A jak sobie nie radzi to on nimi jest, eksploduje tym co czuje. On nie może sobie "przerobić tematu". Taki na przykład wiatr wyjący przez okna w domu. Nie wytłumaczy sobie, „ok, nic mi nie grozi, to tylko głupi wiatr. Nie jest to przyjemne, ale jakoś muszę to przeżyć”. Sorry ale nie. Jak się boi tego nieszczęsnego wiatru, to jest w takim stanie, że już nie da się mu pomóc. Mogę sobie jedynie wyobrażać, że tak się zachowują psy bojące się fajerwerków. 
Tylko skąd mu się to wzięło? Cholera wie, ale dopiero teraz zastanawiając się nad sobą i swoimi reakcjami zobaczyłam w tym siebie. Jak wiele w nim mnie. Wychował się tylko ze mną, więc jest moim czystym lustrem. 
Części magnesu o tym samym ładunku się odpychają. A że ja jestem tym większym, to uciekał ode mnie dalej, w chwilach gdy ja sobie nie radziłam z emocjami. Z Jankiem miał czystą kartę. Mógł być dalej autystą z elementami świra, ale generalnie spotkali się jako jednostki ukształtowane i zaakceptowali się takimi jacy byli. Ja w tym wszystkim widziałam, że Janek Hixowi jest potrzebny bo jest jego kumplem itd., że nie wymaga od niego tyle co ja. Pewnie po części tak było. 
Teraz dopiero widzę zależności pomiędzy jego odżywaniem i moim. Ja przy Janku też odżyłam. Gdy to się skończyło, gdy widzę jak Hix się teraz zachowuje np. Na spacerach mając mnie w dupie, widzę związek z przeszłością. Powoli stabilizuję się i wraca nasz wcześniejszy status. 

Generalnie to nie jest odkrycie, to że psy reagują na nasze emocje. Odkryciem, a właściwie koronnym dowodem jest dla mnie to, jak bardzo musimy dbać o siebie by móc czynić życie naszego psa lepszym. Dobrostan naszego psa bez wcześniejszego sprawienia że nam jest OK nigdy nie wypali. Nie ważne jak będziecie dbać o jego żywienie, spacery i emocje. Jeżeli wy jesteście niestabilni, to wasz psi towarzysz też. To wyjdzie prędzej czy później. 
Hix jakoś przetrwał najtrudniejszy dla mnie czas, ale teraz jest znacznie wrażliwszy na ten nieszczęsny wiatr i na inne rzeczy z którymi miał problem. Jedne go paraliżują a inne odreagowuje niszcząc, czego wcześniej nie robił.

Ile byście o szkoleniu nie przeczytali, ile mądrych seminariów nie odwiedzili, to bez naprawy siebie nie pójdzie to dalej. Szczególnie jak jesteście sami ze swoim psem i nie ma dla niego ratunku u innych domowników. Facebook nie pokazuje czy czytelnicy to pary czy też single 😉 
Kto z was wychował psa sam i dotarł do podobnych wniosków?
Czy to was wkurza/ irytuje/ zastanawia w waszych psach nie jest przypadkiem waszym odbiciem? 



Słowo na niedzielę brzmi. Zbijcie to lustro i dajcie sobie przestrzeń by zrozumieć jakie relacje was łączą i z czym musicie poradzić sobie sami, by mógł radzić sobie wasz pies

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza